Dlaczego (jeszcze) nie wystartuję daily vloga?

Vlogowanie zatacza coraz szersze kręgi. U nas się jeszcze rozwija – przynajmniej wg mojej wiedzy – a w Stanach może nawet kończy.

Moim ulubionym vlogiem na polskim (czytaj: polskojęzycznym) YouTubie niepodzielnie są codzienne filmy Mirka Burnejko (jeśli jeszcze nie subskrybujesz, to polecam, gość ma łeb na karku i warto go posłuchać). Ulubionym, bo tak naprawdę to jedyny vlog na który mam ustawione powiadomienia o nowych filmach, a jednocześnie jeden z niewielu, które z uwagą oglądam. Tak czy owak – naprawdę warto.

Daily vlogi to świetna rzecz, która trochę jak Big Brother pozwala podglądać codzienne życie ludzi, ale w przeciwieństwie do Big Brothera ich autorzy naprawdę mają coś mądrego do powiedzenia.

I tak wymieniony wyżej Mirek, jak i paru innych youtuberów i blogerów, a także twórców spoza przestrzeni internetu sugerowało mi na przestrzeni ostatnich miesięcy, żeby również wystartować taki projekt.

Super, bomba, z przyjemnością.

Jest jednak jeden szkopuł.

Owszem, trochę podróżuję. Owszem, poznaję przy tym mnóstwo interesujących ludzi. Owszem, wierzę, że codzienność takiego dziennika ułatwia zachowanie rytmu i stabilizację grafiku dnia.

Mam też ciągoty do takiego ekshibicjonizmu. W końcu przecież mój własny ślub był streamowany live (uwaga, przez pierwsze minuty obok Kanonu D Pachelbella słychać tylko pociągającą nosem Helenę 🙂 )

LIVE on #Periscope: Ania & Ludwik marriage https://t.co/RzOsseRalg

 

I o ile te wszystkie punkty faktycznie przemawiają na rzecz wystartowania vloga, o tyle ten jeden szkopuł pozostaje.

Na co dzień, za dużo czasu spędzam w hotelach.

Hotelowe życie ma to do siebie, że – oprócz z reguły słabego łącza – czasem, po dziesięciu godzinach intensywnego szkolenia, moim najlepszym wypoczynkiem jest medytacja – z natury rzeczy bardzo intymna i nienagrywalna – a potem zamówienie do pokoju filiżanki dobrej zielonej herbaty, owinięcie się kocem i spędzenie wieczoru z kindelkiem w dłoni. Tak, żeby gardło odpoczęło po całym dniu nadawania, a umysł zaszył się w odmętach wyimaginowanych światów, stworzonych piórem Petera Bretta czy Brandona Sandersona.

I po prostu mi się nie chce. Nic więcej. Żadnego mówienia, żadnego analizowania i tworzenia.

Zaczynam się zastanawiać czy weekly vlog nie byłby odpowiedzią na ten szkopuł. Tydzień można zamknąć w jakichś szerszych ramach, w międzyczasie trochę pozwiedzać i podsumować.

I zmontować, a na tym nie znam się kompletnie!

Tak, weekly vlog wydaje się być formatem zdecydowanie bardziej dla mnie. To co, do zobaczenia za tydzień?

Uważaj!

Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się nowy tekst na tym blogu. Jeśli nie chcesz, aby Cię ominął - zostaw maila, dam Ci znać :)

2 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*
*