Przeczytałem właśnie tekst, który opublikowała dziś moja siostra. I chciałbym się do niego odnieść, choć nie będzie to tekst o wegetarianizmie. Dla porządku tylko nadmienię, że Helena jest wegetarianką od niedawna, natomiast ja a sam generalnie nieszczególnie przepadam za zieleniną. Oczywiście – jak jest troche sałatki w kebabie – spoko. Ale moje wszystkie posiłki mają w sobie jakieś mięso, a moją wieczorną przekąską najczęściej są kabanosy. Ogólnie rzecz biorąc przez większą część życia żywię się mięsem.

Ale nie o to tutaj chodzi. Helena napisała bardzo dobry tekst. Jeden z przytaczanych przez nią argumentów, faktycznie skłonił mnie do zastanowienia się nad całością:

 Do wyprodukowania 1kg świnki potrzeba prawie 5,000 litrów wody, a wołowiny – uwaga – między 14,000 a nawet 20,000 litrów wody, w zależności od miejsca w którym są hodowane.
Na 1 kilogram! Czaisz?

Musiałbyś cały rok stać pod prysznicem, żeby zużyć wodę potrzebną do wyprodukowania 1kg mięsa. 

Dla porównania, aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba 190 litrów wody.

Jak podkreśliłem jednak wcześniej – to nie treść tego tekstu zwróciła moją uwagę, a jego forma. Forma dotycząca z resztą nie tylko tego jednego, ale też prywatnych rozmów z moją siostrą jak i ogólnych obserwacji społeczności wegetariańsko-wegańskiej.

Dialog czy erystyka?

Oprócz siostry rodzonej, mam też siostrę stryjeczną, z którą spędzałem praktycznie wszystkie dziecięce wakacje. Odkąd pamiętam, Sandra nie jadała mięsa. Bo nie. Nigdy z jej ust nie usłyszałem, że jestem mordrcą, że mam na sumieniu cierpienie niewinnych isstot, że stołuję się w prosektorium, etc.

Sandra żyje, uprawia sporty, ma się świetnie i robi swoje. Jest wegetarianką.

Jednak środowisko wege (będę używał tego skrótu dla obu grup – tak wegetariańskich, jak wegańskich – korzystając jednocześnie z dużych uogólnień), istnieje zauważalna tendencja do  zachowania odwrotnego. Wege nie chcą być jak Sandra – dokładając swoją cegiełkę do lepszego życia na Ziemi. Wege chcą zmienić świat pokazując wszem i wobec mordowane świnki i boleśnie zabijane kury. Owszem, wiele z tych miejsc masowej produkcji jest prowadzonych przez prawdziwe bydlęta. Zmiana zachowania korporacji i konglomeratów żywnościowych, poprzez wrzucanie nas – ludzi uwzględniających mięso w swojej diecie – do  jednego worka przynosi odwrotny skutek.

Typowa, prosta manipulacja

Zmianę zachowania można wywołać powodując nagłą i intensywną zmianę emocji. Np. poprzez pokazanie drastycznego nagrania uboju zwierząt. Sęk w tym, że tego rodzaju działanie wywrze duży wpływ i spowoduje zmianę myślenia tylko u ludzi, którzy nie zastanawiają się nad tym głębiej. Tych, którzy patrzą powierzchownie.

Bo zastanówmy się – jeśli mamy 100 kurzych ferm, prowadzonych przez farmerów, którzy robią to z dziada pradziada i jedną, prowadzoną przez jakiegoś zwyrodnialca, który pastwi się nad zwierzętami, a ich cierpienie sprawia mu satysfakcję, to która z tych 101 ferm trafi do mediów? O której ktokolwiek będzie chciał nakręcić materiał? Który będzie zbierał więcej kliknięć na facebooku i twitterze?

No właśnie. Dlatego argument porównujący ilość wody jaką zużywam do brania brania prysznica przez okrągły rok, do ilości wody potrzebnej do wyprodukowania 1 kg mięsa przemawia do mnie o wiele bardziej. Nie jest manipulacją faktami, których przecież nie znam ani ja, ani środowisko wege.

Jak to zrobić inaczej?

Jest jeszcze jeden przykład, który idealnie ilustruje moje postrzeganie środowiska wege. Wyrażony tym oto komiksem:

A przecież zamiast mówić o tym jak bardzo jesteśmy wege i oczywiście jak źli i niedobrzy są mięsożercy, plus opatrywać każde zdjęcie opisem, że to jest wege, można- alternatywnie – po prostu promować jakie są efekty tego stylu życia i to właśnie tym zachęcać do jego spróbowania.

Przykłady można mnożyć:

  • wyniki sportowe mimo dostarczania do organizmu wyłącznie niezwierzęcego białka
  • ubrania, które są atrakcyjne i modne mimo, że nie są skórzane
  • posiłki, które wyglądają smacznie – wzbudzając zainteresowanie ich składnikami
  • przykłady z innych przestrzeni – jak wymieniony na początku przykład zużycia wody

Do mnie taka argumentacja trafi o wiele bardziej, niż pokazywanie filmików z ukrytej kamery.

Ten tekst nie jest polemiką z Heleną i jej tekstem, a tym bardziej z nurtem wege. Sam mam ostatnio jakieś dziwne ciągoty do zdrowszego odżywiania się i jestem otwarty na to, aby dać się przekonać, dlatego przeanalizowałem co byłoby skuteczne. Bo po obejrzeniu filmu Leonarda DiCaprio „Before the Flood” jestem przekonany, że potrzebujemy zmian. Potrzeba do tego jednak odpowiednich narzędzi i umiejętności przekonywania – jak widać innych, niż wykorzystywane do tej pory.

Społeczności wege – trzymam za Was kciuki, może nawet dla mnie jest jeszcze nadzieja 🙂

A na sam koniec, ponieważ wspomniana na wstępie Sandra (robimy dużo radości na Snapie) przemierzyła właśnie pół Polski aby nas odwiedzić, to cały ten tekst podsumowałem w tym memie: