Czas refleksji. Chwila zadumy. Mógłbym zacząć od definicji słownikowej, tak jak to zrobiłem w tekście o empatii. W tym przypadku powołując się na Słownik Języka Polskiego:

refleksja

  1. głębsze zastanowienie się nad czymś, wywołane silnym przeżyciem
  2. myśl lub wypowiedź, będąca wynikiem takiego zastanowienia się
  3. filoz. zwrócenie się podmiotu myślącego ku własnej aktywności
  4. filoz. czynnik aktu świadomości stanowiący o tym, że spełniając go,
  5. uprzytamniamy sobie jego zachodzenie
  6.  

Tylko, że do słownika zajrzeć może każdy. Tylko czy mamy chwilę, żeby się nad tym zastanowić?

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie medytacja, którą uprawiam od kilkunastu tygodni i o której napiszę więcej, tak jak poprosił o to Mirek, kiedy całkiem niedawno rozdawałem bezpłatne kody do Headspace. Mam jeszcze jeden i w tym tekście o medytacji również będzie można go zdobyć, więc stay tuned – najlepiej zapisując się na newsletter z powiadomieniami o nowych publikacjach na blogu. Możesz to zrobić ulubiając fanpage na fejsie (pamiętając, żeby kliknąć w wyświetlanie powiadomień lub „Wyświelaj najpierw” lub „Show First” – jak tutaj obok), a najskuteczniej, zapisując się na powiadomienia – tutaj możesz wybrać czy chcesz otrzymywać maila, kiedy nowy tekst zostanie opublikowany na blogu czy raczej raz w tygodniu otrzymać podsumowanie z linkami do wszystkich tekstów.

Ale ja nie o tym. Zacząłem pisać o medytacji i „popłynąłem„. I to idealnie, dokładnie tak samo jak dzieje się w medytacji, kiedy umysł – na co dzień przyzwyczajony do milionów myśli jakie mamy w ciągu dnia – „odpływa” kiedy chcemy go wyciszyć.

Kiedy jednak nauczymy się go w miarę skutecznie wyciszać, możemy zacząć zajmować się poważniejszymi tematami. Dla mnie jedną z fantastycznych dziedzin medytacji jest refleksja.

Pomijając przytoczoną na początku słownikową definicję, w swoim źródłosłowie refleksja to odbicie.

Siadlak, do tablicy!

I odkąd pamiętam, „oddając się refleksji” nad jakimś tematem nie robiłem nic innego jak szukałem odpowiedzi. Próbowałem nawiązać wewnętrzny dialog: zadając pytanie oczekiwałem odpowiedzi. Zaczynałem grzebać, szperać, szukać tak długo, aż jej nie znalazłem. Lepszej lub gorszej, bo znalezionej poniekąd na siłę. Jak wezwany do tablicy, nieprzygotowany uczniak.

Ludwik, jak myślisz, co by było gdyby…

A – ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu – w refleksji chodzi o coś zupełnie innego. Jeśli próbuję odnaleźć właściwą ścieżkę czy rozwiązać nurtujący mnie problem, sięgam po tę właśnie metodę. Po wyciszeniu się po prostu zadaję pytanie i… i koniec.

Nic więcej.

Na nic nie czekam. Niczego nie wymagam. Trwam. W ciszy.

Teraz zaczyna się magia. Tak jak w anegdocie o przepełnionej filiżance – okazuje się, że dając przestrzeń takiemu pytaniu, pozwalając mu w pełni wybrzmieć i nie wywierając na nim presji – ono nie pozostaje nam dłużne i przychodzi z odpowiedzią.

To nie jest łatwa rzecz i nie dzieje się od razu. Na pewno wymaga przygotowania. Ale przecież do odważnych świat należy i dlatego mam dla Ciebie zadanie. Spróbuj. Następnym razem, kiedy staniesz w obliczu jakiejś zagwozdki – spróbuj usiąść w ciszy, bez muzyki i zewnętrznych dystraktorów i zadać pytanie nie szukając odpowiedzi. Zobaczyć co czujesz, kiedy zadajesz sobie to pytanie. Pozwalając myślom i emocjom płynąć, zamiast wymuszać konstruowanie konkretnych i wymiernych rezultatów.

Zobacz i poczuj. A potem się zdziw 🙂