Pińcet złoty.

Przyjechaliśmy dzisiaj do pracy motocyklem. Postawiliśmy go na naszym standardowym, płatnym parkingu.

Ale w sumie… nie zapłaciliśmy za zajmowane miejsce parkingowe. Na parkingach miejskich motocykle są zwolnione z opłaty parkingowej, ale jak się na to zapatruje właściciel prywatnej przestrzeni? Nie wiem. A trochę bezsensu wydawać 95zł na mandat za parkowanie, skoro wystarczy przestawić motocykl kawałek dalej.

Ania mówi: Oczywiście, że tak! Skocz szybko i przestaw motocykl, raz dwa!

Jak powiedziała, tak zrobiłem. Chwyciłem kluczyki i wyskoczyłem w trampeczkach, bez kasku i dokumentów na rzeczony parking.

Przestawiam motocykl.

Parking ma bardzo wysokie krawężniki, więc chodnik omijam wyjeżdżając na ulicę, po której przejeżdżam ok. 150 cm (sto pięćdziesiąt centymetrów, trochę mniej niż długość jednej Ani).

Wjeżdżam na martwą strefę za parkingowym słupem, żeby nie blokować miejsc samochodom, skoro mogę swobodnie wykorzystać to miejsce. Cyrkluję przód-tył-przód-tył, żeby zatrzymać się możliwie równo, kiedy moim oczom ukazuje się dwóch starszych posterunkowych:

mandat2

– Dzień dobry, ładny motor
– Dziękuję!
– A gdzie ma pan kask?
– Na górze w biurze, bo tylko przestawiam.
– DOKUMENTY!!!!

Summa summarum, panowie poinstruowali mnie, że dura lex, sed lex wobec czego nie mogą niezauważyć, że zgodnie z Prawem o Ruchu Drogowym

Przez prowadzenie pojazdu należy rozumieć wprawienie go w ruch, kierowanie nim, nadawanie prędkości i hamowanie w sposób zgodny z konstrukcją pojazdu. Nie jest prowadzeniem pojazdu prowadzenie go obok siebie (np. motocykla) albo pchanie siłą mięśni ludzkich.

W związku z czym rozpoczęto wyliczanie:

  1. Nieużywanie hełmu ochronnego podczas jazdy motocyklem – 100 zł + 2 pkt
  2. Niezastosowanie się do znaku C2 – 250 zł + 5 pkt
  3. Brak potwierdzenia zawarcia polisy OC  – 50 zł
  4. Brak dowodu rejestracyjnego pojazdu – 50 zł
  5. Brak prawa jazdy – 50 zł
    _______________________________
    SUMA: 500 zł + 7 pktów karnych

Na całe szczęście panowie byli rozmowni, wobec czego po wyrażeniu czynnego żalu i wyrażenia wątpliwości, że „chyba nie sądzą Panowie, że jestem tak naiwny i nierozsądny, żeby świadomie jeździć po drogach publicznych w trampkach i bez kasku?” ustaliliśmy, że rzeczywiście wystarczy mnie upomnieć na okoliczność stosowania się do znaku C2 (nakaz skrętu w lewo). Po zostawieniu w depozycie dowodu osobistego, skoczyłem po brakujące dokumenty i jedyne czego nie udało mi się wynegocjować to wyperswadowanie posterunkowym, że odpalony silnik miał służyć jedynie wspomaganiu mięśni, które w moim odczuciu były główną siłą napędową podczas prowadzenia motocykla.

(Podjerzewam, że mimo wszystko Tomek również nie dałby się przekonać do tej argumentacji, więc kiedy Ania będzie rozpoczynać za dwa tygodnie swój kurs na prawo jazdy kat. A, chyba wybiorę się na przypomnienie przepisów PRD)

Tak więc, skończyło się na mandacie opiewającym na kwotę 100 zł i 2 pktów karnych, za nieużywanie hełmu ochronnego podczas jazdy motocyklem, tj. art. 97 KW z zw z art. 40 ust. 1 PRD.

mandat3

 

Muszę jednak zagrać dziś w lotto. Wiecie co było w tej sytuacji najzabawniejsze?

Panowie mieli ostatni blankiet do wypisania mandatu. Os-ta-tni. Koniec. Finito. Ende.  Słowem – nikt więcej nie dostanie dziś mandatu od tej dwójki partolującej Śródmieście Południowe.

Chociaż wolałbym, żeby zachowali go dla kogoś kto swoich wykroczeń dokonuje z premedytacją i jest bardziej winny ode mnie…

(Zdjecie wykonane za zgodą posterunkowych i na ich prośbę – bez twarzy)