Sposób na to jak wstawać wcześnie jest jak na razie najpopularniejszym postem na tym blogu. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ ustaliliśmy już wspólnie kilka naprawdę dobrych powodów, dlaczego warto to robić.

Powstaje jednak pytanie: co robić kiedy już wstaniemy bladym świtem?

Każdy z nas musi opracować swój własny „poranny rytuał” – najlepiej by z czasem stał się usystematyzowany i niezmienny. Jeśli robimy rano tylko „aaa, takie tam” to bardzo łatwo jest pominąć jeden, drugi czy trzeci element i… wrócić do łóżka.

Nie można spisać takiego planu na kartce i sztywno się go trzymać no-matter-what. Jednak pierwsze 4-5  dni powinno dać wystarczający feedback, który pozwoli nam określić co jest dla nas najbardziej efektywne i przynosi najlepsze długofalowe rezultaty.

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoim „porannym rytuałem” – zacznę pierwszy i pokrótce opiszę jak to wygląda w moim przypadku 🙂

  1. Wstaję o  5 – 5.30 – godzina powinna być możliwie stała, jednak po pewnym czasie organizm wytwarza pewne spektrum, które nie wpływa na nasze samopoczucie
  2. Wypijam 3 szklanki czystej, chłodnej wody mineralnej – po całej nocy snu oczyszczenie organizmu przez szybki wewnętrzny prysznic działa nie tylko świetnie ze zdrowotnego punktu widzenia, ale po prostu – orzeźwia.
  3. Jeśli dostarczamy organizmowi orzeźwienia w stanie płynnym – nie należy zapominać o stanie lotnym – 5-8 łyków świeżego, chłodnego powietrza (tak nosem, jak ustami) to spora dawka tlenu. Jeśli nie jest naprawdę zimno – okna mogą zostać otwarte na czas następnych punktów programu – dzięki temu nie przestaniemy dostarczać organizmowi świeżego powietrza.
  4. Szybka rozgrzewka – rozciągnięcie mięśni i ścięgien. Szczególnie istotny jest tutaj kręgosłup i kark, który niećwiczony może przyprawić nas o niemałe bóle w ciągu dnia, szczególnie jeśli pracujemy dość intensywnie (nie mówiąc już o pozycji siedzącej!)
  5. Poranny work-out – 20 minut zwyczajnych ogólnorozwojowych ćwiczeń – pompki, brzuszki, przysiady. Utrzymanie dobrej formy fizycznej doskonale poprawia nasze samopoczucie, a przyspieszenie akcji serca spowodowane wysiłkiem bardzo dokładnie dotlenia organizm czego efektem jest więcej energii
  6. Work-out jest krótki, lecz intensywny. Siadam na ziemi (w pozycji zazen – siad w pozycji lotosu lub siad klęczny na piętach) i staram się przez 1-2 minuty uspokoić oddech i rytm serca.
  7. Pozostając w tej wygodnej pozycji, kolejny kwadrans spędzam na medytacji. Zdystansowanie się do codzienności i otaczającego nas świata to każdego ranka zupełnie nowa perspektywa, która daje niezliczoną ilość mentalnej energii.
  8. Załatwienie wszystkich porannych czynności fizjologicznych i szybki prysznic. Chłodny prysznic. (Dlaczego? O tym w następnym poście 🙂 )
  9. Śniadanie jem dopiero 2-3 kwadranse później. O to co nazywam „zdrowym śniadaniem” zapytał SoR w jednym ze swoich komentarzy. Myślę, że jest to na tyle ciekawy temat, że warto mu również poświęcić osobny post.

Tym sposobem o 6. jestem up-and-running i mam mnóstwo energii by od razu zjeść wszystkie żaby – nawet te najbrzydsze. 🙂

Ciekawi mnie jednak bardzo jak Ty zaczynasz dzień?