Ostatnio zdarzyło mi się kilkukrotnie uczestniczyć w dyskusjach n/t rozwoju w Polsce. Zarówno rozwoju osobistego, jak i biznesowego. Przy takiej okazji rozmowa często schodziła na temat specjalistycznej literatury – zarówno w postaci drukowanych książek, jak i tzw. „blogów eksperckich”, których w Polsce jest wyjątkowo mało. Próbą zebrania takowych w jednym miejscu (poza prywatnymi czytnikami RSS’ów) jest 10przykazan. Ale i tam (co z resztą słusznie zauważył Krzysztof Urbanowicz, kiedy to sam takowych poszukiwał) całość syndykowanych treści jest zdominowana przez tematy okołoinformatyczne.
I nie sposób się dziwić, bo przecież ilu ekspertów z dziedzin niezwiązanych z IT ma czas/możliwość/ochotę/wiedzę ku temu, żeby takiego bloga założyć i prowadzić?Domena, hosting, wordpress? – To dla niektórych informatyczny bełkot.
Mogę to powiedzieć z czystym sumieniem, bo mój padre jest rzeczywiście ekspertem w swojej dziedzinie, ale nie ma werwy do tego, żeby prowadzić taką witrynę. A byłby to z pewnością niezły kąsek dla wielu studentów Akademii Muzycznych – ilu dyrygentów prowadzi blogi?
Nie nad tym jednak się dziś zastanawiałem. Blogi to rzecz jedna, ale ich treść to już zupełnie inna bajka. Może nie treść, ale sposób jej odbioru i implementacji w życiu czytelników. Dziwi mnie nastawienie wielu osób, które czytają np. teksty Alexa. W komentarzach odzywają się tylko ludzie, którzy w mniejszym lub większym stopniu potwierdzają jego teorie. Inni natomisat siedzą cicho w przeświadczeniu o tym, że „to nie na polską rzeczywistość”, „u nas to nie przejdzie”, „hehe, akurat”, „może za 50 lat” itp.
Ba, takie samo zdanie („Świetna książka, ale… nie na polskie realia”) usłyszałem w odniesieniu do Marketingu Kotlera i Winning… Welcha!
Damn it! Kto tworzy „realia” środowiska w jakim żyjemy? Aaaa, Twój szef? Firmy z którymi współpracujesz? No tak, to w takim razie nie ma dla Ciebie ratunku… Troche inicjatywy! Nie ten szef, to inny! Jeżeli cały czas będziemy żyć, tak-a-nie-inaczej, bo „to są polskie realia i nic nie mogę na to poradzić” to rzeczywiście nic się z tym nie zrobi.

Oczywiście, nie zawsze mamy kompleksowy wpływ na środowisko. Zdarza się. że mamy do czynienia z hermetycznymi instytucjami, które są w fantastycznym położeniu i ani myślą go zmieniać (rzecz szczególnie dot. instytucji państwowych co widać w ławach sejmowych czy rozmowie pracownic ZUS’u w załączonym pliku).

Generalnie sprowadza się to do jednego: wiemy już (m.in. dzięki ksiażkom i blogom) co robić, ale nie potrafimy wpasować się z tą ideologią w otoczenie. Gramy w Cis-dur, a na około jest C-dur. Zgrzyt jest fatalny, to prawda. Ale kto każe nam tkwić w miejscu? Rusz się! Znajdziesz setki miejsc, gdzie wszyscy czekają na Twoją tonację!

No, chyba, że ktoś (jak nasze panie z ZUS’u i ich „idylliczne” wręcz otoczenie) gra w k-moll, ale to juz zupełnie inna historia… 🙂