Miałem ostatnio kilka ciekawych dyskusji n/t samotności w rozwiązywaniu swoich problemów. Niejednokrotnie zdarza nam się „ukrywać” swoje problemy przed bliskimi, żeby ich nimi nie obciążać i nie obarczać.

Mamy tu oczywiście kilka koncepcji – od samotników, którzy samodzielnie karczują ścieżki pośród gąszczy problemów które nas otaczają nigdy z nikim się nimi nie dzieląc, po emocjonalnych ekshibicjonistów, którzy o wszystkich swoich problemach mówią głośno, wyraźnie i tak żeby każdy doskonale usłyszał.

Pojawia się zatem pytanie: gdzie leży złoty środek? Jak to ze środkami bywa – po środku 🙂

Czytam ostatnio dla relaksu sagę o Wiedźminie Sapkowskiego. To pierwsza beletrystyka po jaką sięgnąłem od bardzo długiego czasu i pierwsza książka w naszym rodzimym języku, bo te również dziwnym  trafem skutecznie omijają moje półki.

Tak czy owak, w trzecim tomie tejże sagi pojawił się bardzo ciekawy fragment, który wniósł świeżą perspektywę do dyskusji od wspomnienia których zaczęliśmy ten post.

Oto on:

–Prawda, byłbym zapomniał. Rady są ci zbędne, sprzymierzeńcy są ci zbędni, bez towarzyszy podróży również się obejdziesz. Cel twojej wyprawy to wszak cel osobisty i prywatny, więcej, charakter celu wymaga, byś zrealizował go sam, osobiście. Ryzyko, zagrożenie, trud, walka ze zwątpieniem muszą obciążyć tylko i wyłącznie ciebie. Bo są wszak elementami pokuty, odkupienia winy, które chcesz uzyskać. Taki, powiedziałbym, chrzest ognia. Przejdziesz przez ogień, który pali, ale i oczyszcza. Sam, samotnie. Bo gdyby ktoś cię w tym wsparł, pomógł, wziął na siebie choćby cząstkę tego chrztu ognia, tego bólu, tej pokuty, zubożyłby cię tym samym. Pozbawił należnej mu za współudział części ekspiacji, która wszak jest wyłącznie twoją ekspiacją. To wyłącznie ty masz dług do spłacenia, nie chcesz spłacać go, zadłużając się jednocześnie u innych wierzycieli. Czy rozumuję logicznie?

–Aż dziwnie, że na trzeźwo. Twoja obecność drażni mnie, wampirze. Zostaw mnie sam na sam z moją ekspiacją, proszę. I z moim długiem.

–Bezzwłocznie – Regis wstał. – Posiedź, pomyśl. A rady jednak ci udzielę. Potrzeba ekspiacji, oczyszczającego chrztu ognia, poczucie winy, to nie są rzeczy, do których rościć sobie możesz wyłączne prawo. Życie tym różni się od bankowości, że zna długi, które spłaca się zadłużeniem u innych.

Sapkowski, w tym krótkim fragmencie zawarł bardzo ważne przesłanie.

Często jest tak, że samotne przeżywanie trudnych spraw może okazać się – czasem długoterminowo – ponad nasze siły. Podzielenie się nimi z kimś bliskim może przynieść ulgę, ale wywołuje wyrzuty „obarczania” partnera czy przyjaciela problemem.

Jednak, co Regis doskonale uwypuklił w swojej finalnej kwestii, okazuje się, że niejednokrotnie dzieląc się z innymi swoim problemem nie tylko ułatwiamy sobie jego rozwiązanie, ale też dajemy partnerowi szansę na udzielenie nam tej pomocy. Pomocy, która jest odbierana nie jako „obarczenie” odpowiedzialnością za jego rozwiązanie, ale okazaniem „zaufania” – które w efekcie wpływa bardzo pozytywnie na rozwój relacji.

To ostatnie zdanie może służyć za wyjątkowo dobry przyczynek do przemyśleń. A jak to często po takich impulsach bywa – zapraszam do dyskusji w komentarzach – jak Wy radzicie sobie z trudnymi sprawami? Czy pozwalacie sobie pomóc? Czy zostawiacie je wyłącznie dla siebie?