[tags color=”gray”]Disclaimer:[/tags] Ponieważ teksty tego rodzaju odbijają się szerokim echem w różnych przestrzeniach internetu, zanim pokusisz się o komentarz – przeczytaj ze zrozumieniem i do końca całą treść tego wpisu. Wszelkie komentarze naruszające art. 257 kodeksu karnego będą natychmiast usuwane.

Wczoraj wieczorem, pod wpływem chwili, umieściłem taki wpis na Facebooku. Wklejam go tutaj, bo stanowi do zaczyn do reszty tekstu.
Z przykrością stwierdzam, że już przelała mi się czara goryczy i sukcesywnie będę blokował napływ wiadomości od tych neonazistów, którzy optują za zagazowaniem uchodźców że wschodu. Tak, problem jest złożony.  Nie, nie ma optymalnego rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich.  Tak, sam udzielę realnej pomocy uchodźcy, jeśli będzie jej potrzebował i o nią poprosi. Tak, sam będę walczył o suwerenność naszego kraju jeśli ktokolwiek by jej zagroził.  Nie, nie będę wdawał się w dalsze dyskusje.
Przelała się, bo mój facebookowy feed wyglądał ostatnio w dużym uproszczeniu tak:

Uchodźcy, uchodźcy, referendum, uchodźcy.

Wszyscy* opowiadają się za jedną z dwóch opcji:

Wróg u bram! Polska dla Polaków! Islamiści nas pozabijają!

— albo —

Chodźcie, chodźcie! Zbudujemy Wam tutaj oazę spokoju, damy zasiłki, wikt i opierunek.

Tak jedna jak i druga grupa ma swoich bojowników, którzy koncentrują się ostatnio wyłącznie na promowaniu treści potwierdzających ich pogląd na sprawę.

Jedni wyszukują tylko nagrania terrorystów z ISIS, drudzy zdjęć rozpaczy uciekających rodzin.

Jedni widzą w uchodźcach zagrożenie suwerenności kraju, drudzy przyjazną i skorą do ciężkiej pracy na obczyźnie grupę społeczną.

Jedni wieszają na nich psy, drudzy bronią za wszelką cenę.

W obu przypadkach mamy do czynienia z niczym innym jak podstawowym błędem atrybucji. A ludzie są różni. Grupy ludzi cechuje cała gama różnic indywidualnych. Nie sposób wszystkich wrzucić do jednego worka. Chociaż, patrząc na to co jest pisane na twitterze, facebooku i w komentarzach popularnych portali – no właśnie, chyba jednak można…

Boli mnie to co się dzieje w naszym kraju.

Nie tylko ze względu na tak dużą polaryzację poglądów. Ta akurat mogłaby przynieść świetne rozwiazania, gdybyśmy tylko umieli się skutecznie komunikować i bylibyśmy otwarci na tę komunikację. Kłopot polega na tym, że nie jesteśmy*. Nie rozmawiamy i nie słuchamy.

To, co mi najbardziej doskwiera to fakt, że ten kłopot sięga głębiej niż komentarze na Onecie. Massmedia są idealnym odbiciem nastrojów społecznych i dokładnie tak samo, sztampowo, podchodzą do relacjonowania bieżących wydarzeń.

Jedne są za PO, drugie są za PiS. Każdy prędzej czy później wyląduje w śmietniku lewaków, albo takich prawicowców, których niepowstydziłyby się szeregi Młodzieży Wszechpolskiej czy innego ONRu.

Zajadłość wszystkich jest porównywalna do kiboli, którzy zdają się naprawdę wierzyć, że krzyki „Leeeegiaaaa Paaaanyyy” albo inna „Wiiiiisłaaaaa Kruuuuleeeee” przynoszą glorii i chwały ich zespołom. Tak jak darcie ryja, że jedna z drugą drużyną to „stare k***y” albo „żydy”.

Szukam

Nie wiem czy jest gdzieś w naszej polskojęzycznej przestrzeni społecznej miejsce, do którego można byłoby się udać, żeby poczytać o ciekawej inicjatywie PiS, a w szpalcie obok o rozsądnych postulatach PO. Miejsce, które z przymrużeniem oka zrelacjonowałoby wyskoki naszych politycznych oszołomów pokroju Korwin-Mikkego, Macierewicza i im podobnych.

Media przestały rzetelnie relacjonować, a ich opiniotwórczość przerodziła się w demagogię, bo zamieszczają tylko takie publikacje, jakich oczekuje ich target – zawsze opowiadający się jednogłośnie za jedną ze stron.

Staję na Dworcu Centralnym, wchodzę do pierwszego kiosku. Przeglądam prasę. I wiem, że  nie warto sięgnąć do kieszeni, bo nie dowiem się (politycznie) z nich niczego nowego. Wprost napisze to co zwykle, Newsweek też ma stały repertuar. W Wyborczej to co w Wyborczej a Rzepa też raczej nie zaskoczy.

Jedyną nadzieją jest blogosfera. Ludzie, którzy piszą, bo tak czują i pokazują siebie. Pozwalają myślom płynąć, ale i kształtować się jednocześnie. Ludzie, którzy dyskutują, rozmawiają, dywagują i deliberują. I potrafią się pięknie różnić, a czasem podpisać protokół rozbieżności i iść dalej przez życie.

Jestem człowiekiem. Z ludzką empatią.

Reasumując, bo ten tekst jest pisany na kolanie, w przerwie szkolenia: powtarzam raz jeszcze to co napisałem na Facebooku:

Tak, problem jest złożony.
Nie, nie ma optymalnego rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich.
Tak, sam udzielę realnej pomocy uchodźcy, jeśli będzie jej potrzebował i o nią poprosi.
Tak, sam będę walczył o suwerenność naszego kraju jeśli ktokolwiek by jej zagroził.
Nie, nie będę wdawał się w dalsze dyskusje.

Polecam lekturę następujących treści, z którymi się mniej lub bardziej indentyfikuję:

Jeśli masz ochotę potaplać się w obrzydliwości komentarzy, które przelały moją czarę goryczy – proszę, tu jest ich pokaźny zestaw: Freikorps Polen

Powtórzę zatem raz jeszcze:
jeśli nie macie w sobie krzty empatii i chcecie uprawiać mowę nienawiści, to wybaczcie, ale nie na moim poletku.
Najpierw przeczytajcie sobie par. 256 kodeksu karnego, a potem:

Poszli won!

P.S.
Jeśli masz coś do dodania, zapraszam. Jeśli chcesz pluć jadem, ten duży font powyżej jest dla Ciebie.