Ostatni weekend spędziłem ze swoją partnerką w Londynie. Odwiedziliśmy przyjaciół, kilka galerii i zobaczyliśmy premierę Traviaty w londyńskiej English National Opera (będziecie mogli przeczytać o tym więcej na wkrótce-uruchamianym przez nas projekcie KonsumenciSztuki).

Generalnie był to bardzo udany weekend, wypełniony sztuką, dobrą zabawą i jeszcze lepszym jedzeniem.

Niemniej jednak, było zimno. Zima w UK, jak wiadomo, jest czymś innym niż zima w Polsce. Brytyjczycy mają generalnie to do siebie, że temperatury poniżej 0oC są odbierne jako paraliżujące miejskie życie. Nic dziwnego – sprzętów do odśnieżania ulic jest mało, a i domy budowane są bez uwzględnienia takich spadków temperatur.

Ale nie o ciekawostkach tego rodzaju chciałem dzisiaj pisać. Chciałem zwrócić uwagę na jedną zasadniczą różnicę w podejściu ludzi do siebie nawzajem – na zasadzie kontrastu między UK a Polską.

Pomijam już fakt tego w jaki sposób odnoszą się do turystów ludzie z obsługi metra czy autobusów. Kupienie Oysterki (odpowiednik warszawskiej Karty Miejskiej czy łódzkiej Migawki) wiąże się nie tylko ze sprawnym przeprowadzeniem transakcji z wyjaśnieniem jak należy się nią posługiwać, ale życzeniem udanej wizyty w Londynie i szczerą(!) chęcią udzielenia dodatkowych informacji jeśli takich potrzebujesz. I wszystko z uśmiechem.

Co więcej, w związku z zimnem, różne służby rozdają bezdomnym koce i śpiwory, żeby ci nie zamarzli podczas nocnych przymrozków. Przechodząc przez stację metra Tottenham Court Road spotkaliśmy 2 bezdomnych. Siedzieli na ziemi, przykrywszy się tylko trochę śpiworami, żeby reszta ich powierzchni została dostępna dla ich psów – żeby te nie musiały spać na zimnych kafelkach.

Ci bezdomni byli uśmiechnięci, pobrzękując swoimi kubeczkami na drobne pytali przechodniów: „Pretty please, any spare change? Pretty please!” Jeśli ktoś nie miał niczego – a zamiast odwrócić głowę po prostu powiedział, że nie ma drobnych – odpowiadali „Not a problem! Maybe next time we meet!” (Nie ma sprawy, może następnym razem). Jeśli zaś dostali jakąś monetę – dziękując życzyli wszystkiego dobrego, udanego wieczoru, weekendu i w ogóle życia.

To jest podejście u nas niespotykane. Co więcej, kiedy mijali ich dwaj policjanci, ci również – zamiast po naszemu – wygonić ich ze stacji metra na mróz – wrzucili jednemu z nich kilka funtów do kubeczka. Co zrobił w tej sytuacji obdarowany? Nie tylko podziękował policjantom, ale wysypał ze swojego kubka ten datek, podzielił go i… połowę zaniósł swojemu koledze. To jest postawa!

Spieszyliśmy się do opery, mieliśmy ze sobą trochę drobnych, ale chcieliśmy zrobić coś więcej – wyszliśmy więc z metra, kupiliśmy klika kanapek i w – wtedy bardzo już dużym pośpiechu – oddaliśmy je bezdomnym, żeby mogli się posilić czymś wartościowym. Jak zwykle otrzymaliśmy naprawdę szczere życzenia powodzenia w życiu. Kiedy schodziliśmy na kolejny poziom, odwróciłem się jeszcze żeby zobaczyć, że jeden z nich odpakował kanapkę natychmiast i też podzielił na pół – jedną część zaczął jeść, a drugą… oddał swojemu psu.

Czy nie warto uczyć się takiego podejścia – uśmiechu i szczerej życzliwości – od spotkanych przez nas londyńskich bezdomnych?

Jeśli nie dla siebie, to chociażby po to, żeby zaprzeczyć temu co pisze się o Polsce w topowych przewodnikach turystycznych typu Lonely Planet, gdzie w rozdziale o poruszaniu się po naszym kraju widnieje zapis „[…] a uśmiech zostaw w domu, bo w Polsce uśmiechanie się do nieznajomych na ulicy jest oznaką głupkowatości” ???

(Fot. Rob Johnson)