Kiedy mówimy o uczeniu się, zawsze przechodzimy przez 4-stopniowy proces:

  1. Nieświadoma niekompetencja
  2. Świadoma niekompetencja
  3. Świadoma kompetencja
  4. Nieświadoma kompetencja

Szybkie przypomnienie z zajęć z podstaw psychologii:
Nieświadoma niekompetencja – to etap, który dotyczy większości aspektów technologii i życia codziennego. Większość z nas na co dzień nie zastanawia się jak działa mikrofalówka, płyta indukcyjna, automatyczna skrzynia biegów czy jak to się dzieje, że zegarek odmierza dokładnie sekundę. To jest wiedza. To samo dotyczy różnych umiejętności. Przygotowywania sushi, jazdy na motocyklu, skakania ze spadochronem, znajomości NLP.
Świadoma niekompetencja – to etap, który właśnie nastąpił. W momencie, w którym zdamy sobie sprawę, że czegoś nie potrafimy. Trochę jak z przykładem tego jak mózg nie potrafi przetwarzać negacji – „nie myśl o różowym słoniu„. Boom! Zapaliła się lampka świadomości.
Świadoma kompetencja – kiedy przechodzimy przez proces szkolenia i treningu, zdobędziemy już odpowiednią porcję wiedzy i nabędziemy pożądane umiejętności, zaczynamy działać świadomie: świadomie odliczamy konkretne gramy ryżu do sushi, świadomie liczymy wrzucane biegi podczas jazdy, świadomie trzymamy linki spadochronu, świadomie stosujemy techniki perswazji
Nieświadoma kompetencja – to etap ostatni, kiedy podejmowane przez nas działania zaczynają się automatyzować. Po pewnym czasie „bezmyślnie” naciskamy dźwignię zmiany biegów, odpuszczamy sprzęgło stopniowo dodając gazu odkręcając manetkę. Bez analizowania i świadomego podejmowania decyzji o każdym ruchu każdej kończyny. Nie – wszystko dzieje się automatycznie i bezwiednie. […]

Tyle przypomnienia teorii. Dlaczego o tym piszę?

Muszę.

Piszę o tym dlatego, że notorycznie słyszę, że ktoś coś „musi”.

  • Muszę posprzątać.
  • Muszę wybrać się na zakupy.
  • Muszę iść pobiegać.
  • Muszę opublikować tekst na blogu.
  • Muszę [uzupełnij wedle uznania]

Bzdura. Nic nie musisz.

Jestem przekonany, że tylko Ci się wydaje. Naprawdę nie wiele rzeczy w życiu musisz zrobić. Mógłbym tutaj zacytować Agatę Dziarmagowską z jej Mogę wszystko, nic nie muszę, bo mimo że jest to prosta, młodzieżowa piosenka, to jej tytuł jest bardzo prawdziwy.

Nie musisz sprzątać, nawet jeśli przyjeżdżają dziś teściowie z wizytą.
Możesz chcieć to zrobić, żeby dobrze przed nimi wypaść.

Nie musisz iść biegać. Możesz, jeśli chcesz się dobrze czuć.

Nie musisz publikować niczego na blogu. Po prostu. Nie musisz, jeśli nie chcesz, nie masz weny, nastroju, albo nic do przekazania.
Nawet jeśli masz lufę pistoletu przystawioną do głowy, to nie musisz nic robić. Ale możesz chcieć przeżyć.

Kiedy zmienisz perspektywę i zaczniesz rozumieć, że nie ma jakiejś magicznej siły, która ma nad Tobą władzę i zmusza Cię do robienia czegokolwiek i weźmiesz sprawy w swoje ręce – wiedząc, że w życiu robisz tylko to na co Ty sam/-a masz ochotę – zobaczysz jak wpłynie to na Twoją jakość życia.

Spróbuj, zobacz i przekonaj się. Polecam!

P.S.

Za inspirację do napisania tego postu dziękuję mojej Żonie, która jest już na etapie świadomej kompetencji i poprawia się za każdym razem, kiedy z przyzwyczajenia mówi, że musi coś zrobić 🙂