Mam dzisiaj dla Was komedię. W jednym akcie. Czytam ostatnio hurtowo cały cykl kryminalnych powieści Remigiusza Mroza, więc chcąc nie chcąc (law of attraction się kłania) wziąłem udział w miejskiej przepychance. Jakiś delikwent chciał mi wyrwać telefon, bo zmieścił się w kadrze.

Ale od początkiu. Nightskating Warszawa, 1 września, 21:30, róg Solidarności i Jana Pawła II.

Trwa przejazd rolkarzy przez Warszawę. Skrzyżowania zablokowane, piesi trochę klaszczą, trochę krzyczą, motocykliści odkręcają manetki. Ogólna atmosfera funu i dobrej zabawy. Wyglądało to tak:

Na powyższym nagraniu słychać nawet jak organizatorzy przez megafony mówią „Pozdrawiamy motocyklistów!”. Niestety, jak to przy okazji imprez masowych bywa, zawsze znajdzie się jakiś delikwent, któremu coś przeszkadza. W tym przypadku byli to najpierw rzeczeni motocykliści, a potem ja. A zatem – kurtyna w górę!

Osoby:
[A] – Małżonka moja, nightskaterka
[L] – autor, operator kamery – mężczyzna lat 30.
[P] – Pan Policjant 1 (drugi się nie odzywał, więc nie dostanie tantiem 😛 )
[N]
– Napastnik – mężczyzna lat 40.
[ŻN] – Żona Napastnika

Mam sobie blożek, którego prowadzę od ho-ho-czasu. Prywatny, ohasłowany, nieindeksowany i w ogóle. I zbieram tam różne kwiatki. Np. takie jak powyższe. I normalnie ten filmik by sobie tam zaległ, przykrył się kołderką kurzu i odkopałbym go po latach, przypominając sobie, że taka sytuacja rzeczywiście miała kiedyś miejsce.

Niestety, delikwent-napastnik, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, niezbyt czule objąć mnie od tyłu i bez gry wstępnej przejść do rzeczy. Na szczęście dookoła byli ludzie, koledzy motocykliści już chcieli zsiadać ze swoich maszyn, więc odpuścił dalszą napaść – a ja bardzo żałuję, że widząc go za sobą zdążyłem nacisnąć STOP, pozbawiając Was widoku szarpaniny i reakcji ludzi.

W każdym razie przeszliśmy na chodnik i zaczęła się żywa dyskusja, której cytaty muszę Wam zaprezentować, bo goście byli mistrzami świata.

Miałem nadzieję, że zaczniemy spokojnie i merytorycznie

[N] – I co?!? No i co?!
[L] – Chciał mi Pan wyrwać telefon, napadając na mnie, naruszając moją nietykalność i próbując zrabować mienie, to jest samosąd.
[N] – To nie był samosąd, samosąd to by był jakbym cię postawił pod ścianą i rozstrzelał.

Po takim strzale już wiedziałem, że będzie grubo. Państwo nakręcili się jak trzmiele na łące, więc postawili sobie za punkt honoru, że skasują nagranie z mojego telefonu. A jako, że Ania już miała dość jeżdżenia, pogoda tego wieczoru była piękna, warunki sprzyjające, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.

Odmówiłem skasowania filmiku, powołując się na artykuł 24 kodeksu cywilnego. Napastnicy nie mieli zamiaru odpuścić, więc sięgnąłem po telefon i nawiązałem połączenie z numerem 997. Pani operator już po chwili poinformowała mnie, że patrol zaraz przyjedzie i rozwiąże konflikt.

[ŻN] – I co? Skasował pan tak jak kazałam?
[L] – Nie, ale zadzwoniłem na policję i patrol za chwilę się tutaj pojawi
[ŻN] – Ja pierwsza zadzwoniłam, halo! Ja pierwsza! To do mnie przyjadą a nie do pana!

Sytuacja się zagęszcza, bo zaczęliśmy wyścig nie tylko o rację prawną, ale też dobre czasy połączeń z policją. Mija 5-10 minut, nasz stoicki spokój działa jak płachta na byka na naszych napastników. Niemniej, w swoim słowotoku zdążyli nam opowiedzieć wiele szczegółów o tym jak to jest jak się mieszka w centrum.

[N] – Mieszkam tu od 40 lat i nigdy nie było takiego hałasu jak teraz.
[A] – Ale gospodarka idzie do przodu, jest coraz więcej samochodów, motocykle są coraz szybsze, a przez to głośniejsze…
[N] – No właśnie! Idioci!

Nie wiem czy chodziło o motocyklistów, kierowców w ogóle czy może samą niewidzialną rękę rynku. Ponieważ sytuacja się przedłużała, Napastnicy nadal nadawali jak najęci (wiecie, orzekanie o braku kultury, idiotyzmie, debilizmie, kretynizmie i wszystkich ościennych stopniach zidiocenia – wszystkie pod wspólnym adresem motocyklistów, rolkarzy i naszym), więc zaczęliśmy ucinać sobie z małżonką zwykłą, niewinną pogadankę o tym jak przebiegała trasa nightskatingu, jak się wydostałem z Krakowskiego Przedmieścia, żeby dojechać na Jana Pawła II, czy Diabeł był grzeczny, etc.

To chyba jeszcze bardziej rozjuszyło naszych napastników, bo chomiczki pod czerepem zaczęły wchodzić na najwyższe obroty by (WTEM!) wpaść na pomysł, że Napastnik wyciągnie swój telefon i sam zacznie mnie nagrywać:

[N] – I co dobrze ci teraz? Dobrze? Jak będziesz miał dzieci to będziesz wiedział co to jest hałas. A na razie macie pieska i jemu nie przeszkadza!
[ŻN] – Pieskowi też przeszkadza, bo pieski są wrażliwe na dźwięki!

(Jedyne co w tym miejscu chciałbym nadmienić, że kadr był ciasny, Napastnik miał telefon 8-10 centymetrów od mojej twarzy, a ja byłem nieogolony, więc nie biorę odpowiedzialności za jakość tamtego materiału!)

Powoli zaczynało nam się nudzić oczekiwanie na Policję. Podkreślam tylko, że nam oznacza: Anię, dzielnie stojącej na rolkach i w komplecie ochraniaczy przez cały ten czas; mnie, który skrzętnie notował w głowie otoczenie, aby zrelacjonować całą sytuację na blogu i wreszcie Diabła, który stał przy nodze, ale dookoła nie było ani innych piesków, a krótka smycz to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.

Być może żona napastnika również zaczęła mieć podobne odczucia, więc zaproponowała rozwiązanie alternatywne:

[ŻN] – Jak pan skasuje, to się rozstaniemy, a ja odwołam Policję. Myśli pan, że mnie się podoba, że muszę tu stać, zamiast wracać do domu, do dzieci?
[A] – Ale przecież Pani nie musi.
[ŻN] – Ale chcę!
[A] – Muszę a chcę to różnica, nikt Pani tu nie trzyma przecież 🙂

Ot, moja małżonka, mistrzyni ciętej riposty z uśmiechem na ustach <3

Na szczęście zaraz po tym przyjechał wyczekiwany przez nas partol.

Panowie Policjanci wysłuchali najpierw streszczenia słowotoku Napastników, którzy skoncentrowali się na motocyklistach i podawaniu Policjantom ich numerów rejestracyjnych, więc Policjant musiał ich najpierw powstrzymać, żeby wskazać na mnie i zapytać „Ale co ten Pan ma z tym wspólnego?” a potem, wysłuchawszy ich części historii, oddał mi głos.

[L] – … i wtedy ten pan napadł na mnie, próbując wyrwać mi telefon.
[N] – O nie! Ja tylko powiedziałem temu panu, żeby skasował ten filmik, ale nie chciał, więc postanowiłem, że sam skasuję!

Policjant zdał się od razu zrozumieć, że z pieniactwem napastników raczej nie ma co walczyć, więc wziął mnie na stronę, gdzie rozmawialiśmy szeptem:

[P] – Zdaje Pan sobie sprawę ze to nie może zostać upublicznione?
[L] – Jasne, to jest moje prywatne domowe archiwum.
[P] – No i o to chodzi. Co z tą napaścią?
[L] – Nie wnoszę skargi. Zdarza się nawet najlepszym, a ci państwo są tak nakręceni, że im się po prostu ulało.
[P] – Nooo, to bardzo dobrze. – wracając do reszty grupy – Ten Pan nie opbulikuje tego filmiku, jak opublikuje to pozwą go państwo z Kodeksu Cywilnego
[L] – Podpowiem, że chodzi o paragraf 84 Kodeksu Wykroczeń…
[N] – Jeśli to są paragrafy, to są złe. I powiem jedno – Hitlerowcy też działali zgodnie z prawem!!!
[P] – Dobra, dobra – uciszając napastnika i zwracając się do nas – skoro pan nie wnosi skargi, to są państwo wolni, a z państwem – odwróciwszy się do napastników – jeszcze sobie porozmawiamy.
[LA] – Dziękujemy bardzo, wszystkiego dobrego i dobranoc!

Wnioski

  1. Nigdy nie kłóć się z głupcem – najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.
  2. Stoicki spokój działa na wpienionych ludzi jeszcze bardziej rozjuszająco.
  3. Trwanie przy swoich prawach jest (nieco) ważniejsze od „odpuszczenia, dla świętego spokoju”, bo tacy ludzie czują się coraz bardziej bezkarni.
    Tym razem ten Napastnik trafił na przeciwnika, który postawił mu się fizycznie i prawnie. Następnym razem może zaatakować i zabrać telefon dziecku „bo tak!” (i w jego odczuciu to nadal nie byłby samosąd).
  4. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Nota prawna (dla zainteresowanych)

Jak podaje adwokat Kinga Dagmara Siadlak z KancelariaSiadlak.pl (full disclosure: moja osobista siostra stryjeczna):

Warto pamiętać o artykule 81. ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który stanowi, że

1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;

2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

O ile na pierwszym nagraniu umieszczonym w tej publikacji, faktycznie mamy do czynienia ze zorganizowaną, publiczną imprezą, której towarzyszy obstawa policji i ratownictwa medycznego, o tyle na drugim nagraniu mamy pojedyncze osoby, które są niejako bohaterami opisywanej sytuacji. W takiej sytuacji opublikowanie tego nagrania w oryginalnej, niezmienionej formie wyczerpywałoby znamiona rozpowszechniania wizerunku. Warto podkreślić, że definicyjnie wizerunek to dostrzegalne, fizyczne cechy człowieka, tworzące jego wygląd i pozwalające na identyfikację osoby wśród innych ludzi (Wojnicka, E. – Prawo do wizerunku  w ustawodawstwie polskim, ZNUJ PWiOWI 1990, z. 56, s. 107) a ponad naturalne cechy człowieka, również to co zostało do nich dodane, np. fryzura, makijaż, ubiór, okulary, rekwizyt, o ile tylko, wraz z innymi cechami, są one dla tej osoby charakterystyczne (Barta, J., Markiewicz, R. – Wokół prawa do wizerunku, ZNUJ PWiOWI 2002, z. 80, s. 12).

Mając na uwadze powyższe oraz powołując się na Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15 października 2009 r. (sygn. akt I CSK 72/09), który stanowi, że prawo do wizerunku jest uznawane powszechnie za konkretyzację prawa do wizerunku przewidzianego w art. 23 k.c., który oddzielnie traktuje prawo osobiste do nazwiska i do wizerunku. Wizerunek oznacza obraz fizyczny człowieka jako przedstawienie jego postaci, a zwłaszcza twarzy, w rozumieniu przenośnym może jednak odnosić się także do takich cech człowieka, których ujawnienie umożliwia jego identyfikację, należy stwierdzić, że skuteczne usunięcie z nagrania cech umożliwiających taką identyfikację nie narusza przepisów kodeksu cywilnego ani ustawy.

 

Z tego miejsca dziękuję szanownej Pani Adwokat za tak wyczerpującą odpowiedź – szczególnie, że oczekiwałem bardziej czegoś w stylu: Spoko Ludwik, jak wyblurujesz twarze, to możesz wrzucać. Jak widać klasa adwokata jej na to nie pozwoliła – chapeaux bas!