Przyjechałem wczoraj do Bydgoszczy (wręczając sobie nagrodę na miarę Kolumba, który celując w Indie wylądował w Ameryce, ale to historia na osobny wątek) – pociągiem, bo po wspaniale oprawionym ślubie i weselu mojej przyszłej szwagierki nie bardzo miałem możliwość pokonania ponad czterystukilometrowej trasy samochodem (i tu niestety musi pojawić kolejny nawias wyjaśniający, ponieważ jako narzeczony świadkowej, byłem ogólnoogarniaczem wszelkich możliwych awarii i fuckupów – a to wiązało się z absolutnym brakiem możliwości spożywania trunków wyskokowych, które z pewnością choć trochę zniwelowałyby moje skrajne wyczerpanie po 23 godzinach i 30 minutach bez snu).

Tak czy owak,  ponieważ poruszam się po rzeczonej Bydgoszczy pieszo i/lub (niepotrzebne skreślić) lokalną komunikacją miejską, zauważam rzeczy, których pewnie nie dostrzegłbym zza kierownicy samochodu czy motocykla.

I tak dzisiaj, zmierzając na spotkanie z moimi klientami zobaczyłem siedzibę Muzeum Wojsk Lądowych. Wiedziałem, że Bydgoszcz jest miastem bogatym w wojskowe tradycje (ba, sam w zeszłym roku szkoliłem tutaj fantastyczną ekipę NATO), ale nie wiedziałem, że znajdują się tutaj takie perełki.

Zbiory Muzeum

Cytując klasyka: Byłem ostatnio z żoną, w Hali Mirowskiej i miałem ze sobą aparat – Zorkę 5 – i zrobiłem kilka zdjęć. Oto one:

To jest oczywiście tylko podgląd kilkudziesięciu zdjęć, które najlepiej oddają przekrój zbiorów Muzeum. Komplet wszystkich w wysokiej rozdzielczości (3840 × 2160, czyli 8.3 megapiksela) znajduje się w moim albumie Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy, dostępnym publicznie pod tym linkiem. Wszystkie powyższe zdjęcia publikuję na licencji CC0.

Wrażenia

Muzeum jest zlokalizowane nieopodal centrum miasta i niemal dokładnie vis-a-vis stadionu Zawiszy Bydgoszcz. To daje ciekawe możliwości promocyjne, które wydają mi się dość mało wykorzystywane. Niemniej jednak, galeria jest dość obszerna, prawie wszystkie eksponaty są bardzo dokładnie opisane. Piszę prawie, bo na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć np. urządzenie, które na swojej pokrywie ma złoty grawer „Przyrząd do wstrzeliwania”. Odnalazłszy jego numer w kolekcji i sięgając po opis dowiadujemy się, że jest to – uwaga – „Przyrząd do wstrzeliwania”. Dla ewentualnych poliglotów jest również wyjaśnienie w językach obcych, więc z angielskiego opisu możemy dowiedzieć się, że jest to „Targeting device”. I wszystko jasne!  (Na szczęście Militarni Wrocław mają trochę bogatsze wyjaśnienia czym jest ów Przyrząd.)

Reasumując: bardzo ciekawe opisy, sporo eksponatów – o wiele więcej oryginałów niż replik. Wiele inscenizacji sytuacji z życia żołnierza od średniowiecza po współczesne wyposażenie walczących w Iraku czy Afganistanie, jednak z dużym fokusem na okres II Wojny Światowej.

W miejscach takich jak to widać włożoną pracę i hołd oddawany pamięci ludzi, którzy walczyli o wolność swoją i swoich bliskich.

A my pamiętajmy. Bo nie wolno nam nigdy zapomnieć.