Nie myślałem, że to kiedyś nastąpi. Generalnie przez większość życia obserwowałem licealnych koszykarzy i uczelniane siatkarki, którzy prezentowali nikły poziom zaangażowania w tematy wykraczające poza sport, o sięgnięciu do jakiejkolwiek lektury czy budowaniu jakichkolwiek nieco bardziej złożonych zdań już nie wspominając.

Tak, wiem, generalizuję krzywdząc w ten sposób sporo jednostek. Pardon, tak to zawsze odbierałem.

Tym bardziej, że w konkursie na przyznawanie jakichkolwiek środków czy dotacji, kultura, stając w szranki ze sportem, zawsze była na przegranej pozycji, a przecież nie jest tajemnicą z jakiego domu pochodzę – zawsze łożenie ogromnych funduszy na sportowców bardzo mi doskwierało emocjonalnie.

„Sprawa się rypła”

W związku z moim ubiegłorocznym wypadkiem, kupiłem nowy motocykl. Triumph Daytona 675 (nie będę opisywał tutaj mojej nowej miłości, jej zdjęcia możecie obejrzeć w google, albo na moim instagramie). Kupiłem ją w ofercie Daytona SpeedDay Cup. Aby wziąć udział w tymże Pucharze, musiałem przejść szkolenie i podejść do egzaminu na licencję sportowca w kategorii wyścigów motocyklowych.

Po części teoretycznej nastał czas na część praktyczną, czyli kilka rund na Torze Poznań. Mając jeszcze sporo strachów w głowie – zakręty w lewo to dla  mnie nadal jakiś horror 🙂  – plus, jeżdżąc w owiewkach ulicznych, bez crashpadów, tankpada i ze świadomością, że zaraz po całym dniu na torze mam wracać z Poznania do Warszawy na kołach, jeździłem…. no powiedzmy tylko, że nieszczególnie szybko.

Oczywiście, na przestrzeni 4 sesji poprawiłem swoje najlepsze czasy o 17 sekund, ale to i tak o 20 za mało, żebym mógł być zadowolony. Ważne jest, że teraz może być tylko lepiej. 

Zostałę sportowcę. Nie wiedziałem, że kiedyś do tego dojdze. 

(fot. Darek Felis-Obrycki & Łukasz Woźniak)