To jest tak piękne, że w pierwszej chwili pomyślałem, że to zgryźliwy żart. Ale jednak nie.

A zatem, do rzeczy. Wczoraj, doradcą minister cyfryzacji został Tymon P. Rydzik. Nie byłoby w tym nic medialnie nośnego, gdyby nie to, że ów doradca jest uczniem gimnazjum – jak na 16-latka przystało.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, pod obwieszczającym to artykułem zebrała się stała ekipa tych, którzy wiedzą lepiej. Najpiękniejsze jest jednak to, co wydarzyło się na facebookowym profilu Tymona, który umieścił taki komentarz do wspomnianego artykułu:

Jak widać z artykułu, albo gdyby dobrze poszukać – Tymon naprawdę niemało robi na arenie społecznej. I podpowiada Pani Minister jak dana sprawa wygląda z perspektywy człowieka, który za chwilę będzie pełnoprawnym wyborcą, ale przede wszystkim – podatnikiem. To młodzi ludzie (właśnie tak młodzi) mogą sprawić, że narzędzia będą użyteczne i używane przez społeczeństwo. Bo chylący się ku emeryturze profesorowie – nie umniejszając nikomu – prędzej wpadną na pomysł uruchomienia sponsorowanego pokoju na czat.wp.pl niż ogarnięcie ministerialnego konta na snapchacie.

Co więcej, Tymon robi to pro bono, nie otrzymując wynagrodzenia. Dla mnie bomba i przypomnienie czasów, kiedy sam byłem aktywnym członkiem Młodzieżowej Rady Miasta i v-ce przewodniczącym Komisji d/s Kultury tamże. Łezka się w oku kręci, ale jak chce się coś osiągnąć to warto zaczynać wcześnie!

Niemniej, Tymon w swoim poście zaprosił do dołączenia się do fali hejtu. I jak zwykle, znalazł się jakiś ancymon, który z tego przewrotnego zaproszenia skorzystał

(wklejam zrzut ekranu nie mogąc embedować samego komentarza – jeśli nie możesz odczytać jego treści – kliknij tutaj, aby przejść na Facebooka)

Jak widać z komentarza Piotra Justa, dzieci i ryby głosu nie mają, więc nie mogą sie na niczym znać.

Kolejka ludzi serwujących krytykę na prawo i lewo wciąż się wydłuża.

Części z nich wydaje się, że jest bardziej światła, więc zamiast krytykować – doradzają.

Tylko, że w tym wszystkim… robić nie ma komu.