Autorem postu o pragnieniach i motywacji do ich zrealizowania jest Aneta Matyjaszek – trener umiejętności psychospołecznych.   Zapraszam do lektury.


Często jest tak, że narzekamy na pracę, na zarobki, na warunki. I co? I nic. Równie często nic nie robimy, aby to zmienić. Powodów jest co najmniej kilka (np. własne kompleksy), najważniejszy wydaje mi się jednak problem braku odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, które powinniśmy sobie zadać, a brzmi ono:

Czego pragnę?

Niedawno, będąc w herbaciarni, wdałam się w rozmowę z „ekspedientką” (trudno ją tak określić, bo cały dialog wykraczał daleko poza sprzedawanie). Opowiedziała mi o sytuacji, kiedy pewna studentka chciała kupić jakąś herbatę. Ponieważ nie mogła się zdecydować i właściwie sama nie wiedziała czego chce, zirytowana kobieta ofuknęła ją:
„Skoro nie potrafi pani wybrać herbaty, to jak pani dokonuje wyborów w życiu?!”.
Sytuacja może nieco przerysowana, ale zahacza o coś fundamentalnego, co zawarte jest w pytaniu:

Czego tak naprawdę pragnę?

Odpowiedź na nie określa kierunek naszego działania.

W księgarniach leżą sterty książek o tym, jak osiągnąć sukces, jak być szczęśliwym itp.  Jednak dopóki nie uświadomimy sobie odpowiedzi na to pytanie, będziemy tylko próbowali ślepo wprowadzać w życie „cudowne recepty”. Kolejną ważną sprawą jest determinacja. Najprościej określą ją pytanie:

Jaką cenę jestem w stanie zapłacić za zrealizowanie tych pragnień?

Jeśli nie robimy nic, aby zrealizować swoje marzenia, być może nie mamy jeszcze tak naprawdę dość dotychczasowej sytuacji. W tym momencie pojawia się kolejne pytanie:

Co musi się stać, abym coś zaczął(a) zmieniać?

Ostatnio wstrząsnęła mną informacja o tym, że jakaś nauczycielka popełniła samobójstwo, bo nie mogła sobie poradzić z wymaganiami dyrekcji dotyczącymi przestrzegania instrukcji, regulaminów, pisania sprawozdań itp. Jest to bardzo jaskrawy przykład na to, co się dzieje, kiedy tkwimy w kiepskiej sytuacji i biernie jej się poddajemy.
Śmierć tej kobiety spowodowała bunt nauczycieli i usunięcie dyrekcji ze stanowiska. Pytanie jednak, czy cena za tę zmianę nie była zbyt wysoka…

Myślę jednak, że nie warto czekać na taki rozwój wypadków. Choć brzmi to trochę jak banał, ale uświadomienie sobie swoich marzeń, pragnień i wejście na drogę do ich realizacji sprawia, że śmiało możemy przyznać sobie punkty chociażby za odwagę 🙂
Jaką cenę zapłaciliście lub jesteście w stanie zapłacić za zmiany (na lepsze, oczywiście:) w Waszym życiu?

Napisałam tu o podstawowych rzeczach, ale może podzielicie się na forum konkretnymi przykładami?