Pisałem ostatnio o swoim wypadku.

Napisałem też tekst  o tym jak być (naprawdę) szczęśliwym człowiekiem.  I chyba nie wyraziłem się do końca jasno, bo mam potrzebę dopisania jeszcze paru zdań do tego tekstu, właśnie w kontekście mojego wypadku.

Rzecz w tym, że dostrzegam pewien bardzo duży dysonans w podejściu do różnych spraw.

Jeff Haden z magazynu Inc. napisał ostatnio na LinkedIn tekst o 10 rzeczach, jakie należy przestać robić, aby wieść szczęśliwsze życie.

Pierwsze na liście jest obwinianie innych. Oto ten fragment (polecam lekturę całości):

People make mistakes. Employees don’t meet your expectations. Vendors don’t deliver on time.

 

So you blame them for your problems.

 

But you are also to blame. Maybe you didn’t provide enough training. Maybe you didn’t build in enough of a buffer. Maybe you asked too much, too soon.

 

Taking responsibility when things go wrong instead of blaming others isn’t masochistic, it’s empowering–because then you focus on doing things better or smarter next time.

 

Super. Zgadzam się w 100%.

Jest tylko jedno ale.

Takie podejście zmusza nas do zastanowienia się i jasnego określenia po czyjej stronie leży wina. Ktoś zrobił wszystko, a ktoś nie. Ktoś wypełnił polecenie, ktoś zawiódł.

Nie zawsze tak jest.

Czasem trzeba po prostu zaakceptować buddyjską koncepcję „Shit happens. Who cares?” 

Wróćmy na chwilę do mojego wypadku. Jechałem 70km/h w niezabudowanym terenie. Jechałem ostrożnie i uważnie. Miałem na sobie odblaski i biały kask. Kierowca, który spowodował wypadek (skazany przez sąd na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata) był ewidentnie winny.

W myśl przytoczonego akapitu tekstu Jeffa Hadena mógłbym przyjąć na siebie część odpowiedzialności. Jakąś  – nie określam jaką, bo to nie ma większego znaczenia. Bo ja tego człowieka nie winię, dokładnie tak samo jak nie winię siebie.

Oczywiście – mogłem jechać jeszcze wolniej (albo dużo szybciej, co zdaje się preferuje zdecydowana większość motocyklistów 🙂 ). Mogłem mieć więcej odblasków. Nie tylko biały kask, ale i biały motocykl. Albo nie jechać tego dnia. Albo nie  tą trasą. Albo w ogóle nie wychodzić z domu.

Shit happens. Trzeba to zaakceptować. Nic nie dzieje się bez przyczyny, ale przyczyn każdego niefortunnego zdarzenia nie jesteśmy w stanie przewidzieć i wyelminować.

Jeszcze nie raz coś się totalnie posypie. I co z tego? Shit happens. Wtedy warto po prostu zadać sobie pytanie z tego tekstu, awansem na przyszłość szczerze się uśmiechnąć i robić swoje.

Za dużo dobrych rzeczy jest jeszcze do zrobienia!