Jednym z kilku głównych aspektów życia jest sprzedaż.

Mam tu na myśli szerokie pojmowanie sprzedaży – nie tylko jako wymianę naszego czasu czy umiejętności na pieniądze. Mam na myśli ogół, od sprzedawania swojego wizerunku jako potencjalnego partnera, aż po sprzedawanie swoich pomysłów i punktów widzenia adwersarzom i interlokutorom.

Dziś rano, podczas porannego przeglądu prasy, trafiłem na takie publiczne rozważania jednej z użytkowniczek LinkedIn:

Dwa pytania do rekruterów (a może i nie tylko): 1. Dlaczego rozmowa kwalifikacyjna zawsze musi odbywa się przez Skype? Czy nie może to być normalny telefon? Nie korzystam ze Skype'a. Mam komputer stacjonarny, nie mam mikrofonu ani kamery. 2. Czy brak możliwości odbywa rozmowy przez Skype'a mnie dyskwalifikuje? Bo mam wrażenie, że w niektórych przypadkach tak jest. Wyprzedając komentarze: nie, nie mam zamiaru kupować dodatkowych klamotów w postaci mikrofonu, czy słuchawek z mikrofonem. Od lat telefon i e-mail mi wystarczają. Dla firm zagranicznych nigdy nie było problemem przeprowadzić rozmowę telefoniczną i ew. zaprosić mnie na swój koszt do siebie. Naprawdę brak możliwości rozmowy przez Skype musi dyskwalifikować doskonałego (bo w przypadku czekającej mnie rozmowy - doskonałego) na dane stanowisko kandydata?

Już w pierwszym komentarzu pojawia się sugestia zainstalowania Skype’a w telefonie, na co autorka odpowiada – cytuję –  „Przez jakiś czas korzystałam z tzw. babciofonu. Do smartphone’a zmusił mnie zawód i konieczność posiadania konta na Instagramie. Ale wierz mi, że babciofon był idealny, bo nie zabierał czasu i idealnie zaspokajał potrzebę komunikacji.” (wytłuszczenia moje)

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ten jakoś mnie dotknął. Otworzyłem oczy ze zdumienia nie dlatego, że ktoś nie ma Skype’a. Nie dlatego, że tak ze Skype’a jak i ze smartfonów korzystają moi dziadkowie (Babcia rocznik ’36, Dziadek rocznik ’34). I również nie dlatego, że kandydatka jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną jest pewna, że jest doskonała.

Raczej dlatego, że przywiódł mi na myśl tekst, który prawie 10 lat temu pojawił się na blogu Alexa Barszczewskiego – Alex zadał w nim proste pytanie: czy robienie z Tobą interesów jest łatwe i przyjemne?

Jeśli rekruter prosi o rozmowę za pomocą medium, które jest powszechnie dostępne, popularne i bezpłatne – o co cała burza? Gdyby trzeba było korzystać z jakiegoś zamkniętego, drogiego czy niedostępnego rozwiązania – OK, zgoda. Ale Skype? Równie dobrze można byłoby odmówić odpisywania na korespondencję elektroniczną, trzymając się wersji papierowej wysyłanej priorytetem!

Nie chodzi tu oczywiście tylko o ten konkretny przypadek. Chciałbym raczej przyklasnąć słowom Gary’ego Vaynerchucka, który na pytanie o to, z której sieci społecznościowej powinniśmy korzystać, odpowiedział: z każdej, gdzie są Twoi Klienci.

Możesz odmawiać używania konkretnego protokołu komunikacji, możesz ubierać podarte spodnie na rozmowy kwalifikacyjne, możesz nawet je olać! Nikt Ci tego nie zabroni, ale pamiętaj o jednym: sklep na ósmym piętrze bez windy nigdy nie będzie miał tak dużego obrotu jak ten, do którego można wejść prosto z ulicy.

Autorce życzę powodzenia na kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych, choćby miała się na nie wdzwaniać z telefonu na korbkę 🙂

P.S.

Masz uwagi, sugestie, komentarze, chcesz podjąć polemikę? Odezwij się poniżej, albo na Facebooku, Twitterze, Instagramie, Snapchacie, Google+, Quorze, LinkedInie, Whatsappie lub Skype – jestem tam 🙂